To nie jest zwykła sprawa

omp

6 września 2017

Prof. Klaus Bachmann uważa, że “Polska ma prawo do moralnego zadośćuczynienia za wojnę, której nie zaczęła”***, ale nic więcej, bo to prawnie i politycznie sprawa zamknięta. Warto zwrócić uwagę na formułę: zadośćuczynienie za wojnę, której nie zaczęła. Bardzo szczególne ujęcie tego, co działo się w latach 1939-1945. Bo tu przecież nie chodzi o zwykłą – jeśli tak można powiedzieć – wojnę, gdzie jedni drugich napadli, trochę ich okupowali, potem przegrali, dlatego muszą za to, co zrobili, przeprosić i ewentualnie zrekompensować przynajmniej część szkód. Tu wszak chodzi o wojnę, w której Niemcy wykroczyli poza wszelkie dające się objąć rozumem ramy bestialstwa, okrucieństwa i zezwierzęcenia. Nie można zatem traktować dyskusji o odpowiedzialności i o rekompensacie w zwykłych kategoriach, niczym przy ‘normalnym’ konflikcie zbrojnym. Więcej »

Często dyskutowany obecnie problem zamazywania niemieckiej winy za II wojnę światową i popełniane przez Niemców zbrodnie poprzez używanie w tym kontekście słów naziści/nazistowskie nie jest bynajmniej nowym zjawiskiem. Znakomicie ilustruje to fragment książki Bronisława Trentowskiego (1808-1869) Przedburza polityczna z 1848 r. Jej autor, zasadniczo liberał, choć podzielający niektóre konserwatywne diagnozy, zwłaszcza radykalnej polityki, co ważne – mieszkający długo w Niemczech - odniósł się w nim do tych – w tym przypadku Polaków – którzy próbowali zdjąć z Niemców odpowiedzialność za ich postępowanie wobec Polaków pod pruskim zaborem. Opisał mechanizm, jak kto woli wyparcia czy świadomej manipulacji, bardzo przypominający kłopot, z jakim obecnie się borykamy. Więcej »

Stary polski problem: kto wie najlepiej, co najlepsze dla Polski i Polaków, w ujęciu Bronisława Trentowskiego:

Swobodny Polak ofiaruje samego siebie, wyrzeka się własnych przekonań li w godzinie wielkiego natchnienia, lecz zapada rychło, ledwie moralny żar nieco opłonie, we właściwy sobie grzech pierworodny, który go zabił i zmartwychpowstać mu nie dozwala, a który zależy na tym, iż lada pojedynek mieni się być mością, tj. ogniskiem i jedynym wyrazem Ogółu”. (Wizerunki duszy narodowej, 1847).

Trentowski pisał o tym w czasie szczególnym – gdy nie było polskiej władzy, zatem aspiracje różnych środowisk do przewodzenia sprawie narodowej nie dały się rozstrzygnąć odwołaniem do procedury, prawa, legalności etc., które bywa zawodne (wszak np. w demokracji ‘większość’ może błądzić równie bardzo jak mniejszość), ale stanowi zawsze jakieś wyjście z sytuacji. Niemniej przecież problem ujawniał się także wtedy, gdy własne państwo mieliśmy. Klasycznym przykładem pozostaje w tym względzie zamach majowy, spowodowany nie tylko pazernością na władzę Piłsudskiego i jego zwolenników (choć i takie motywacje musiały wchodzić w grę), ale także właśnie przekonaniem, że sięgające po władzę drogą zamachu środowisko wie lepiej, co w trudnej sytuacji trzeba robić i że to jest wystarczającą legitymacją do stanięcia na czele. Więcej »

A propos ‘fake news’. Podobno w 1846 r. władze austriackie straszyły chłopów, że szlachta szykuje rzeź swych poddanych. Ale to jeszcze nic… Oto bowiem w owej rzezi mieli wziąć udział m.in. Polacy z Ameryki, mający przybyć kolejami żelaznymi i… balonami. Z tym że nie do końca jest (nam) wiadomo, czy był to ‘fake news’ Austriaków o szlachcie, czy szlachty o tym, co robili Austriacy:). W każdym razie pisał o tym Trentowski w Wizerunkach duszy narodowej, opublikowanych w 1847 r. Niestety nie była ‘fake news’ rzeź galicyjska w 1846 r., dokonana przez chłopów na szlachcie. Do której faktycznie prowadziły m.in. propagandowe manipulacje władz austriackich.

[...] systemat solidarności europejskiej ogranicza się na wielkich mocarstwach i na uwzględnieniu ich interesów. Systemat ten jest tylko zasłoną, pod którą ukrywa się oligarchia polityczna. Tak pisał w roku 1857 Maurycy Mann, obok Juliana Klaczki i Stanisława Koźmiana najlepszy polski publicysta okresu zaborów piszący o sprawach międzynarodowych. Opisywał ’systemat’ polityczny, którego wówczas najświeższym przejawem był kongres paryski 1856 r., a wcześniejszym, podobnej skali, kongres wiedeński 1815 r.

Gdy się analizuje ówczesne mechanizmy polityki europejskiej, to niezależnie od zmiany w retoryce i formalnym trybie przeprowadzania zamysłów politycznych możnych (czyli realizacji ich interesów), obecna sytuacja w UE niepokojąco przypomina tę sprzed 150-200 lat. Wówczas sprawy potoczyły się – choć zajęło to kilkadziesiąt lat – możliwie najgorzej. Oby teraz było lepiej, ale tym ważniejsze jest, by ów ’systemat’ pokojowo od wewnątrz demontować. Dla dobra Europy.

Więcej »

Jeśli ktoś wierzył w racjonalne przywództwo Angeli Merkel w UE, a nie przejrzał na oczy po skrajnie nieodpowiedzialnym Herzlich Willkommen, po Hamburgu już powinien chyba wyzbyć się złudzeń. Organizowanie szczytu G20 w mieście, w którym lewackie środowiska są wyjątkowo mocno osadzone, które z racji na swą wielkość sprzyja rozróbom, trudno uznać za coś innego niż skrajną nieodpowiedzialność, mówiąc wprost: głupotę. Tyle że na zachodzie Europy to już norma.

Oczywiście można znowu się łudzić, że może wreszcie Niemcy (i inni zachodni Europejczycy) zrozumieją, że lewicowy i centrowy establishment pcha ich w złą stronę, ale mieli już tyle okazji, aby się ocknąć, z których nie skorzystali, że trudno być optymistą w tej sprawie. To, że ktoś powinien wyzbyć się złudzeń, niestety nie oznacza, że tak się stanie.

To jedno z najbardziej trafnych spostrzeżeń Monteskiusza: nie należy robić za pomocą ustawy tego, co można zdziałać z pomocą obyczajów. – Słowa te wypowiedział Aleksander Wielopolski. A właściwie nie tyle wypowiedział, co napisał – i to do samego księcia Metternicha, gdy po rzezi galicyjskiej 1846 r. rozprawiał się z tym austriackim mężem stanu, przeprowadzając surową krytykę habsburskich rządów w Galicji.
Taki dystans u Margrabiego do załatwiania wszystkiego ustawą może dziwić tych, którzy znają go głównie jako sztandarowy czarny charakter opowieści o powstaniu styczniowym, czy raczej ‘przededniu’ insurekcji. Tymczasem dość długo Wielopolski zdradzał pewien rys Burkowski, zatem roztropnego dystansu do skrajności, a taką przecież jest m.in. powierzanie państwu zbyt dużej roli. Rozczarowanie polityką austriacką pchnęło go jednak do szukania politycznych rozwiązań w systemie rządów, którego Monteskiuszowski czy Burkowski duch nigdy nie owionął. Więcej »

Na Litwie zakończyła się pierwsza tura wyborów, a kto będzie rządził, dowiemy się po drugiej, przewidzianej na 23 października. Tymczasem wiadomo na pewno, kto jest największym wygranym tych wyborów – to przewodniczący partii konserwatywnej (Związek Ojczyźniany – Chadecja Litwy) Gabrielius Landsbergis. Partia pod jego przywództwem odniosła duży sukces. Nikt mu już teraz nie zarzuci, że buduje na pozycji politycznej czy micie swego wybitnego dziadka – Vytautasa, co też oznacza, że niechęć niektórych wyborców do Landsbergisa-seniora nie obciąża konta politycznego Gabrieliusa. Więcej »

Przy okazji każdej kolejnej komplikacji sytuacji w Europie i jej okolicach jednego niestety możemy być ostatnio pewni – będą następne. Wydarzenia w Turcji to jeden z najbardziej spektakularnych tego przykładów. Być może ktoś gdzieś na Zachodzie spodziewał się, że dojdzie tam do ostrego przesilenia politycznego właśnie teraz, ale zdecydowana większość analityków, komentatorów czy polityków zachodnich została nim kompletnie zaskoczona. Nocne wydarzenia dały im co prawda pretekst, aby wstrzymać się z komentarzami i zwłaszcza formułowaniem politycznych stanowisk do rana – gdy wiadomo było już, kto wygrał. Ta zwłoka nie na wiele jednak się zdała, zważywszy na działania podjęte przez zwycięskiego prezydenta Turcji – czystkę w strukturach władzy, w armii, w sądownictwie, ale i choćby w szkolnictwie – znacznie wykraczające poza wyciąganie konsekwencji wobec przeciwników, które byłoby do oficjalnego zaakceptowania przez zachodnich partnerów Turcji. Poszedł znacznie dalej – coraz więcej jest głosów, że o to w tym zamachu (wtedy już pisanym w cudzysłowie…) chodziło – i przygotowane na rano oświadczenia o potrzebie poszanowania demokracji okazały się boleśnie nieadekwatne do tego, co się dzieje. Na nieszczęście – polityczne – Zachodu adresatem twardych słów w obronie demokracji powinien stać się zwycięzca, a to diametralnie zmienia postać rzeczy. Więcej »

Rumunia przyjechała na szczyt NATO z bardzo szerokim programem, którego głównym celem było wzmocnienie obecności Sojuszu w basenie Morza Czarnego. Akurat tego nie udało się osiągnąć, w związku z czym prezydent tego państwa, Klaus Iohannis, jest mocno krytykowany. Z jednej strony, że stawiał sobie zbyt ambitne cele, z drugiej zaś, że być może nie umiał go odpowiednio zrealizować.  Jeśli chodzi natomiast o  sam rejon Morza Czarnego, to pamiętajmy, że są tam sprawy trudniejsze niż postulaty Rumunii – chodzi mi oczywiście o Turcję. To był chyba główny powód, dla którego ta kwestia nie została rozwiązana. Było też dość chłodne stanowisko Bułgarii. Natomiast Polska popierała dążenia Rumunii, choć musimy pamiętać, że jako kraj leżący daleko od tego regionu, nie miała silnego głosu w tej sprawie. Więcej »